poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Z całkiem innej beczki


Z racji tego, że wciąż wchodzi tu sporo osób każdego dnia (od 50 aż po całe 100), mam do was prośbę. Może akurat ktoś przeczyta posta w całości i postanowi mnie wesprzeć. Założyłam niedawno kanał na YouTube, a dziś dodałam swój pierwszy filmik. Nie jednemu widzowi czy też youtuberowi wiadomo, że nie łatwo jest zacząć nagrywać. Ciężko jest przyciągnąć widzów, kiedy jeszcze nie jesteś popularny. I tu jest moja prośba. Byłby ktoś tak dobry, żeby ten kanał odwiedzić, zobaczyć filmik i sypnąć lajkiem czy też subem? Oczywiście jeśli tylko filmik się spodoba, bo w innym razie nikogo nie zatrzymuję na siłę. Jest to prośba Belieber, do całej rodziny. Dałoby radę? Byłabym bardzo, bardzo wdzięczna.

Mam nadzieję, że do zobaczenia na moim kanale!

>>>>>Kanał (po prostu kliknij)<<<<<

sobota, 3 stycznia 2015

Chapter 11


Przeczytajcie krótką notkę pod rozdziałem



JUSTIN

- Cześć stary - uścisnąłem rękę Ryana, gdy przekroczył próg domu.

Ryan zachichotał i odpowiedział na moje przywitanie. Spojrzałem za jego plecy, gdzie ujrzałem  seksowną dziewczynę. Miała kręcone włosy, a ubrana była  w bluzkę, krótką spódniczkę oraz wysokie obcasy. Cholera. Przygryzłem wargę. Mrugnąłem do niej, a ona posłała mi seksowny uśmiech.

Zaprowadziłem ich do salonu i usiedliśmy na kanapach. Skupiłem swoją uwagę na dziewczynie.

- Jak masz na imię kotku? - spytałem.

- Marry - wymruczała.

- Cieszę się, że mogę cię poznać - powiedziałem zgodnie z prawdą.

Zaciągnąłem Ryana do kuchni, abyśmy mogli porozmawiać na osobności.

- Koleś, co to za laska? - spytałem, głupio się uśmiechając.

- To znajoma mojego kuzyna - odpowiedział. - Podoba ci się?

Nie odezwałem się.

- Ty masz Lucky, stary. Mary jest moja.

A tak, zapomniałem o małej Lucky. Czemu ona nie może być tak seksowna jak ta tutaj? Lucky nie jest seksowna. Jest raczej śliczna i urocza.

- A właśnie, gdzie jest Lucky?

- Na górze.

- Więc idź po nią i możemy zaczynać naszą imprezę! - Ryan poklepał mnie po plecach.

Zaśmiałem się i zwróciłem w stronę schodów. Po drodze zauważyłem opartą o ścianę Mary, która przygryzała swój palec. Cholera. Szybko pokonałem drogę na górę  i stanąłem przed drzwiami do pokoju Lucky. Zapukałem kilka razy.

- Lucky, wychodź natychmiast. Mamy towarzystwo - powiedziałem.

Cisza.

- Lucky!

Kilka chwil później...

-Lucky?

Otworzyłem drzwi i dostrzegłem ją pogrążoną w głębokim śnie. Podszedłem bliżej i ściągnąłem z niej koce. Wsunąłem pod nią swoje ramiona i podniosłem tuląc do siebie. Jej oczy się otworzyły.

- Justin?

- Ciii, tylko zabieram cię na dół - powiedziałem.

- Po co?


- Bo mamy gości.

Lucky objęła mnie jakby bała się, że ją upuszczę. Kiedy zszedłem na dół, Ryan i Mary siedzieli już na kanapie, czekając na nas. Wymienili spojrzenia, gdy zobaczyli Lucky w moich ramionach. Lucky to zauważyła i mogę powiedzieć, że zawstydziła się przez co jej policzki zrobiły się o kilka odcieni ciemniejsze. Wykręciła się z mojego uścisku.

Westchnąłem i puściłem ją. Uwielbiam trzymać ją w ramionach. Lucky usiadła na kanapie obok Mary, a ja usiadłem pomiędzy Lucky a Ryanem. Rozmawiałem z nim, dopóki nie usłyszeliśmy kilku przekleństw obok nas. Mary naskakiwała na Lucky. Wtedy zauważyłem jak Lucky rzuca się na Mery aby ją uderzyć. Szybko chwyciłem dziewczynę w ramiona i trzymałem blisko swojej piersi, oplatając ramionami jej ramiona. Mary uśmiechała się głupkowato do Lucky, kiedy ta szarpała się ze mną.

- Puść mnie! - Zapłakała.

- Shhhh, Lucky....

- Nie karz mi być cicho! Po prostu mnie puść! - Rzucała się.

- Lucky - powiedziałem surowo i potrząsnąłem nią aż w końcu zwróciła na mnie uwagę.

Gdy na mnie spojrzała, dostrzegła mój surowy wyraz twarzy i to w zupełności wystarczyło aby przestała się wić. Wiedziała, że mogłem ją ukarać jeśli będzie odgrywać takie sceny. Wypuściłem ja z ramion i Lucky usiadła z powrotem  na swoim miejscu. Marry i Ryan siedzieli obok, widziałem, że czują się niezręcznie. Położyłem dłoń na udzie Lucky i poczułem jak się cofa, więc też tak zrobiłem.

Ryan i ja raz jeszcze zatraciliśmy się w rozmowie.

LUCKY

Ta suka, Mary, sprawiła, że miałam ochotę powyrywać jej te sztuczne włosy i każdy jeden sztuczny paznokieć. Mówiła mi jak zamierza zdobyć Justina i pytała jak mogę z nim być mimo, że jestem tak brzydka. Justin i ja zachowywaliśmy się jak para, nie tak jakbym została porwana. Tylko Ryan wiedział, nie Mary.

Zaczęła na mnie krzyczeć, wyzywać i przeklinać na mnie bez żadnego powodu, dlatego właśnie chciałam skopać jej tyłek. Ale głupi Justin musiał mnie powstrzymać. Niech go szlag. Naprawdę chciałam wyrwać jej ten głupi kolczyk z pępka, który chciała pokazać ubierając krótką koszulkę.

Nie chciałam nawet siedzieć obok niej. Jej towarzystwo przyprawiało mnie o mdłości. Mary posłała mi wyzywające spojrzenie, kiedy usiadłam na kanapie. Justin położył dłoń na moim udzie a ja się cofnęłam, myśląc, że chce mnie ukarać czy coś.

- Kto chce zagrać w ''prawda czy wyzwanie''? - Spytał Ryan, patrząc na nas wszystkich.

Nikt nie odpowiedział. Prawie dało się słyszeć granie świerszczy.

- No dalej, Lucky - powiedział Justin, łapiąc mnie za ramie i ciągnąc za sobą.

- Co? - spytała. - Ja nie chcę grać - jęknęłam.

Justin spojrzał na mnie.

- Grasz.

Jęknęłam, gdy zobaczyłam jak Ryan umieszcza pustą butelkę na środku podłogi. Usiedliśmy w kole. Justin uśmiechnął się do mnie głupkowato a ja wywróciłam oczami.  Moje serce natychmiast się zatrzymało, gdy przypomniałam sobie zasadę, która zabrania mi wywracać oczami. Spojrzałam na niego, pewna, że napotkam jego srogie spojrzenie. Przełknęłam ślinę. Na szczęście zapomniał.

Ryan zakręcił butelką. Obróciła się wiele razy zanim zatrzymała się na Justinie.

- Justin, prawda czy wyzwanie? - spytał Ryan.

- Wyzwanie. - Justin brzmiał pewnie.

Ryan uśmiechnął się cwaniacko.

- Masz pocałować Lucky.

Moje oczy się rozszerzyły.

Po czym ujął moją twarz w dłonie i złączył ze sobą nasze usta.  Próbowałam się odsunąć ale trzymał mnie zbyt mocno. Po kilku minutach, Justin w końcu się odsunął  i mogłam złapać oddech. Moje policzki zaczerwieniły się, kiedy zauważyłam, że Ryan i Mary wpatrują się w nas. Wtedy poczułam pieczenie na tyłku. To Justin mnie klepnął. Moje policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone więc ukryłam twarz.

- Cholera, kolej Justina - zachichotał Ryan.

Justin wziął butelkę i zakręcił nią. Wskazała na Mary.

-Prawda czy wyzwanie? - spytał Justin.

- Wyzwanie - odpowiedziała, myśląc, że Justin karze jej zrobić coś seksownego.

- Wypij wodę z kibla.

Jej oczy się rozszerzyły.

- Co?!

- Powiedziałem niewyraźnie? - Justin warknął.  - Powiedziałem, wypij wodę z kibla.

- Nie! -  wrzasnęła zbulwersowana.

Gdzieś w środku śmiałam się, mając skrytą nadzieję, że wypije tą wodę z kibla.

- Odmawiam! Nie będę pić wody z kibla.

Justin uśmiechnął się cwaniacko.

- W porządku. W takim razie musisz pocałować Lucky w usta.

I mnie i Mary zatkało.

- Albo to albo woda z kibla. - Justin uśmiechnął się złośliwie.

- A jaka tu jest różnica? - spytała Mary.

Czy ona sobie do cholery żartuje? Wstałam aby jej przywalić, ale Justin znowu mnie powstrzymał.

- Co się z tobą stało? - spytała, zauważając moje agresywne zachowanie.

- Ona! - wrzasnęłam. - Ona jest niczym innym tylko suką! I zasługuję na to żeby pić wodę z kibla! - krzyczałam.

Siedziałam na kolanach Justina otoczona jego ramionami, więc nie próbowałam nikogo skrzywdzić. Nie przejmowała się nawet tym prze przed chwilą przeklęłam przy Justinie, choć wiedziałam, że był przeciwny temu abym to robiła. Wiem, że później zostanę ukarana, ale nie obchodziło mnie to.

- Oh, wybacz, że jesteś zbyt wrażliwa aby znieść kilka wrednych uwag - Mary burknęła. - Wychodzę stąd.

- Mary, nie - powiedział Ryan.

- Tak. Do widzenia kurwa.

Posłała mi buziaka, gdy wychodziła. Oh, jak ja chciałam wyszarpać ją za głowę.

- Idź do swojego pokoju - rozkazał Justin.

- Ja? - pisnęłam. - Przecież ja nic nie zrobiłam.

- Idź do swojego pokoju. Natychmiast.

Moje usta zadrżały. Wstałam z kolan Justina i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Oh, teraz mi się oberwie.



***

W końcu macie rozdział. Jest to ostatni, gdyż autorka przerwała pisanie. I my nic nie możemy z tym zrobić.
Nic więcej nie zamierzam tu pisać. Nie będę się tłumaczyć, dlaczego tak długo nie było rozdziału, bo i tak znajdą się osoby, które zaczną mnie wyzywać.
Rozdział przetłumaczyła w całości Ronnie. Ja go tylko dodaję.

Osoby, które lubią czytać faniction, zapraszam na mojego bloga, gdzie piszę opowiadanie swojego autorstwa.


To wszystko. Dziękuję za te miłe chwile, które mogłam z wami spędzić i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś.

poniedziałek, 22 września 2014

Hello everyone.


Na początku chciałabym was powiadomić, że autorka Bound'a nadal nie odpisała na wiadomość Ronnie, także na dzień dzisiejszy został tylko jedenasty rozdział. Nie mam pojęcia czy w ogóle odpisze, więc musimy się z tym pogodzić.

Kolejny rozdział pojawi się niebawem. Wiem, że każemy wam długo czekać, ale z racji tego, że jest szkoła, czasem po prostu brakuje nam czasu.

Kolejna rzecz. Wiem, że bardzo zaniedbałam bloga i jest mi z tym bardzo źle. Ale czy to powód do tego, aby praktycznie w ogóle nie komentować rozdziału? Szczerze? Byłam zawiedziona ilością komentarzy pod ostatnim postem. Napisanie chociażby "fajnie" czy też "do bani" nie zajmuję chyba dużo czasu. Głupie trzydzieści sekund, na to przeznaczone, a jednak motywuje do tłumaczenia. Kiedy jednak widzę, że blog traci zainteresowanie, odechciewa mi się wszystkiego.

Teraz coś z innej beczki. Założyłam nowego bloga, ale tym razem z opowiadaniem mojego autorstwa. Jeżeli wam się spodoba, proszę was, skomentujcie prolog. Chcę wiedzieć czy jest sens w ogóle to pisać publicznie. Nie zamierzam tam zwlekać z rozdziałami, więc mam nadzieję, że systematyczność przyciągnie w jakimś stopniu czytelników. Także zapraszam do czytania, komentowania, obserwowania i zapisywania się do listy informowanych.

Forbidden Paradise

Do napisania,
Lady Lorence

środa, 27 sierpnia 2014

Chapter 10

Dzisiejsze tłumaczenie dedykuję Karolinie

Lucky.

Jęknęłam głośno kiedy poczułam, że ktoś szturcha mnie po twarzy. Odrzuciłam mocno czyjąś rękę i jeszcze bardziej wtuliłam się w koc. Kiedy szturchanie nie ustało, gniewnie otworzyłam oczy, tylko po to żeby zobaczyć Justina górującego nade mną i mierzącego moje zaspane ciało. Zmarszczyłam brwi.

- Co ty wyprawiasz? - jęknęłam.

- Chcę śniadanie, więc wstawaj.

Stęknęłam i z powrotem ułożyłam swoją głowę na poduszce. Niestety usłyszałam jego twardy głos kilka chwil później.

- Nie sądzę, że znowu chciałabyś być dla mnie nieposłuszna, Lucky. Podnieś swój tyłek i zacznij przyrządzać jakieś porządne śniadanie, zanim zaciągnę cię do kuchni siłą. - warknął Justin, przed tym jak opuścił pokój.

Mruknęłam, wywracając oczami i opuszczając cieplutkie łózko. Nie zamierzałam nawet doprowadzać się do ładu. Tylko trochę przeczesałam włosy. Zeszłam na dół, aby zobaczyć siedzącego tam już Justina na wyspie kuchennej, czekającego na swojego niewolnika (mnie), aby zrobił mu śniadanie.

Przewróciłam oczami po raz kolejny i zaczęłam wyjmować chleb, oraz jajka z lodówki. Umieściłam je na blacie i odwróciłam się zauważając, że Justin nie siedzi już na wysepce. Westchnęłam z ulgą. Teraz mogłam pracować w spokoju. Już miałam odwrócić się z powrotem, kiedy poczułam ramię pełzające po mojej talii oraz rękę, która owinęła moje usta. Moje oczy się rozszerzyły i natychmiast podjęłam walkę, wydając zduszone krzyki, przez rękę. Poczułam, że ktoś wciąga mnie do czegoś w stylu ciemniej szafy. Dopóki nie zapalił światła, nie widziałam nic prócz ciemności.

Z trudem zaczęłam łapać powietrze, kiedy ukazała mi się twarz Justina. Zdjął swoją dłoń z moich ust, ale nadal przytrzymywał mnie w talii.

- Justin, co do...

Jego ręka ponownie wylądowała na mojej buzi, uciszając mnie.

- Ciii - wyszeptał.

Przez kilka minut wpatrywał się głęboko w moje oczy i milczał. Ciągle utrzymywaliśmy ze sobą kontakt wzrokowy. Byłam zmieszana tym, że Justin trzymał mnie w tym dziwnym pomieszczeniu.

- Hej, dziewczynko - szepnął.

Wciąż i wciąż wpatrywałam się w jego oczy, przez co czułam się jak w jakimś transie. Co się dzieje? Nie mogłam nawet się kontrolować. Tak jakby mnie zahipnotyzował. Jego oczy były wspaniałe, dlatego nie mogłam chociażby odwrócić wzroku, a pod wpływem jego rąk czułam, że się rozpływam. W końcu zdjął dłoń z moich warg, więc pozwoliłam sobie zaczerpnąć trochę powietrza. Jego twarz zaczęła się przybliżać, a ja wpadałam w jeszcze głębszy trans.

Jego oczy sprawiały, że mógłby zrobić ze mną co tylko by zechciał. W pewnym momencie poczułam, jak jego miękkie usta łączą się z moimi. Wciąż bez żadnej samokontroli, pozwoliłam mu na to. Nie oddałam pocałunku, ponieważ nawet nie miałam pojęcia jak to się robi. Po prostu zaczęłam cicho pojękiwać, kiedy jego dłonie zaczęły się ślizgać wzdłuż mojego ciała. Tym samym, dałam mu możliwość wsunięcia języka pomiędzy moje wargi. Niespodziewanie poczułam, że wsunął rękę w moje spodnie i delikatnie zaczął mnie pocierać.

Szybko oderwałam się od jego ust i jęknęłam. Niestety nadal nie byłam w stanie się kontrolować i po prostu go odepchnąć, za co obwiniałam jego oczy. Pisnęłam, na co Justin się zaśmiał, uwielbiając to, w jaki sposób na mnie działał.

- Lubisz to? - zagruchał.

Zaczęłam oddychać coraz ciężej, a Justin wiedząc, że w tym domu oprócz nas mieszkają inne osoby, zakrył swoją dłonią moją buzię po raz kolejny. Nie mogłam już dłużej kontrolować swoich jęków, które teraz wychodziły stłumione spod jego ręki. To moje ciało tak na niego reagowało. Nie będąc w stanie dłużej znieść jego ruchów, doszłam dosłownie na jego dłoni. Justin uśmiechnął się szerzej.

Kiedy tylko doszłam do siebie i zdałam sobie sprawę co się dzieje, rozszerzyłam oczy i oderwałam się od jego hipnotyzujących tęczówek. Dyszałam.

Zdegustowana przełknęłam ślinę. Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłam mu się dotknąć. Nikt nigdy wcześniej nie dotykał mnie w taki sposób. Nawet ja sama. Pchnęłam Justina i wybiegłam ze schowka. Byłam oniemiała i nie miałam w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie mogłam kurwa uwierzyć, w to co się właśnie stało.



JUSTIN.

Nie mogłem uwierzyć, że dałem Lucky jej pierwszy orgazm. Była taka seksowna... Wiedziałem, że nie będzie w stanie mi się oprzeć. To był mój urok, zarezerwowany dla pań. Działa za każdym razem. A teraz tak po prostu pobiegła na górę, bez żadnego słowa. Wiem, że jej się podobało. I moment, w którym jej usta dotykały moich... Cholera.

Zaśmiałem się do siebie, nawet nie mając już ochoty na śniadanie. Opadłem swobodnie na kanapę. Zastanawiam się tylko, kiedy Lucky odda mi się w całości. To musi być niesamowite. Może mógłbym to teraz sprawdzić? A może powinienem dać jej się uspokoić po tym co się przed chwilą stało? Tak, prawdopodobnie tak.

Włączyłem telewizor, przerzucając kanały. Zatrzymałem na "Full House"*. Mój umysł powędrował z powrotem do Lucky. Zastanawiam się, co takiego może robić w tej chwili. Pewnie rumieni się jak palant. Tak łatwo jest ją czymś zażenować. Kochałem sposób w jaki na nią działam. Nie mogę się doczekać, kiedy pójdziemy na całość. Jest moją własnością, więc mogę ją wziąć kiedy tylko zechcę. Zaśmiałem się.

Wstałem po piwo i usiadłem, dalej oglądając show. Wyjąłem swojego iPhon'a i postanowiłem zadzwonić do Ryan'a. Odebrał po kilku sygnałach.

- Halo?

- Siema, stary! Przyjedź, trochę wyluzujesz. - powiedziałem biorąc łyk zimnego piwa.

- Gdzie jesteś? - zapytał.

- Mój dom. A gdzie myślisz, kurwa, że mógłbym być?

- Zaraz będę.

- Okej. I,  hej! Przywieź ze sobą laskę.

- W porządku, stary. - Ryan się roześmiał.

Zaśmiałem się, kiedy odłożył słuchawkę. Jeśli Lucky zgodzi się do nas dołączyć, będzie nas czwórka. Kto wie, może nawet będzie chciała więcej tego co dałem jej w schowku. Zaśmiałem się znowu, podnosząc piwo do ust. Teraz wszystko co muszę zrobić, to czekać na Ryan'a i jego dziewczynę.  Mam nadzieję, że Lucky zgodzi się zagrać. Zachichotałem. Jestem po prostu zbyt cholernie zabawny.

A może moglibyśmy zagrać w "prawdę czy wyzwanie". Musiałbym do tego zmusić Lucky. Albo może uda mi się ją trochę podpić. Albo spojrzę jej w oczy i zrobi co zechcę.

A może jednak siedem minut w niebie? Uśmiechnąłem się. Lepiej niech Ryan szybko się tu zjawi, bo nie mogę się już doczekać. Nadal oglądałem "Full House", podczas gdy piwo już dawno się skończyło. Westchnąłem.

Nie mogłem się doczekać spotkania naszej czwórki.




* Jest to serial, bodajże komediowy (Full House - Pełna chata).

____________________________________


W końcu, po tak długie przerwie, jest rozdział! Przepraszam, że tak zawaliłam i obiecywałam, że będzie rozdział, a go nie było. Sami wiecie. Wakacje, wyjazdy, przygotowania do szkoły, praca, dom, rodzina, przyjaciele no i jeszcze Krucze Szablony, gdzie kończę już niedługo staż. Wszystko się na siebie nałożyło. Do tego miałam problemy techniczne, ja pewnie niektórzy wiedzą.

A teraz najważniejszy komunikat. Autorka Bounda zawiesiła już jakiś czas temu bloga. Ronnie do niej pisała i jak się okazało, prawdopodobnie nie skończy tego opowiadania. Jest nam bardzo przykro z tego powodu, bo obie pokochałyśmy to tłumaczenie. W oryginale jest do jedenastego rozdziału. Przetłumaczy go współautorka bloga. Nic więcej w tej sprawie nie mogę zrobić.


KOMENTUJCIE, PROSZĘ WAS.


Nie będę się rozpisywać o tym jak ważne są komentarze. Każda bloggerka to wie i czytelniczki myślę, że też. Także do roboty, kochane! <3

Do następnego!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Chapter 9

LUCKY 

Płakałam. Bardzo dużo i bardzo długo. Łzy wypływały z moich oczu i po prostu nie potrafiłam ich powstrzymać. Zwinęłam się w kulkę na moim brzydkim łóżku. Nie wiem nawet czy mogę powiedzieć, że jest moje. Czy ja w ogóle cokolwiek posiadam? Jestem aż tak biedna?

Moje pragnienie wzrastało im więcej płakałam, aż moja ślina stała się gęsta. Szkoda, że nie jestem na tyle odważna by zejść na dół po coś do picia. Tchórz. Oto kim jestem. Jestem tchórzem. Ale jeśli zostałbyś porwany  i przetrzymywany wbrew swojej woli w miejscu, które Bóg opuścił, potrafiłbyś  być odważny?

Nie miałam już dość? Dość bólu i tortur?  Oni mnie nawet naznaczyli, na litość boską! 

Pozostawili na mojej skórze niezmywalną pamiątkę tego tragicznego wydarzenia. Myślenie o tym sprawiało, że chciało mi się płakać jeszcze bardziej. Och, co ja robię?

 Pociągnęłam nosem i rozejrzałam się po otoczeniu. Wszystko z jakiegoś powodu mi przeszkadzało. Przeszkadzało mi prześcieradło na łóżku. Przeszkadzały mi pęknięcia w suficie. Przeszkadzała mi klamka przy drzwiach. Przeszkadzała mi lampa stojąca obok. 

Warknęłam i sięgnęłam do niej. Wykręciłam żarówkę i ścisnęłam ja w dłoniach. Ścisnęłam żarówkę z taką złością i siłą, że pękła w moich dłoniach. Płakałam z bólu jaki zadały mi maleńkie odłamki szkła wbite w skórę. Skrzywiłam się, gdy dostrzegłam sączącą się z ran bordową ciecz. To sprawiło jedynie, że łzy zaczęły płynąć szybciej. 

Nie wiem dlaczego nie przestawałam, ale wciąż ściskałam w dłoniach rozbite szkło, sprawiając, że wbijało się głębiej w moją skórę. Znowu zawyłam. Szloch przedarł się przez moje usta i wtedy uświadomiłam sobie co zrobiłam. 

Wyciąganie tych kawałków szkła wydawało się być znacznie gorsze niż wyrywanie zębów. Jednak należało to zrobić zanim wda się infekcja. Przecież nie mogłam sama tego sobie zrobić. Byłam zbyt delikatna. Przecież za bardzo się boję aby poprosić o to Justina. Może Jason mógłby? Myślę, że właśnie tak ma na imię...

Niepewnie opuściłam swój pokój i przemierzyłam korytarz. Nie wiedziałam, który z pokoi należał do Jasona, więc otworzyłam każde drzwi jakie mijałam. Oczywiście, ostatnie okazały się tymi właściwymi. Wsunęłam głowę do środka, przełykając ślinę. 

- Cz-cześć? - wychrypiałam.

Na dźwięk mojego głosu Jason uniósł głowę znad telefonu i przyjrzał mi się.

- Co ty tu robisz? - spytał, podnosząc się.

- J-ja... Ja potrzebuję twojej pomocy - jąkałam się. 

Zmierzył mnie wzrokiem.

- Justin wie, że wyszłaś ze swojego pokoju? Nie zostałaś czasem ukarana?

- N-nie.

- To  w czym problem? 

Wyglądał na trochę zirytowanego. Gdyby tylko wiedział jak ja się czułam.  Uniosłam moje poranione ręce aby pokazać mu, że są pokaleczone. Spojrzał na nie, po czym zmarszczył brwi. 

- Co do cholery się stało? - spytał, przyglądając im się z bliska na co ja się skrzywiłam. 

- J-ja rozbiłam żarówkę.

Zachichotał. 

- Justin skopie ci tyłek. Wiesz o tym, prawda? 

Przełknęłam ślinę. Tak, wiedziałam o tym, ale dziękuję za przypomnienie!

- Proszę, czy mógłbyś mi po prostu pomóc i nic mu nie mówić?  - prosiłam  błagalnym wzrokiem. 

Potrząsnął głową. Zrobiło mi się słabo. 

- Nie mogę robić takich rzeczy za jego plecami. Justin! - zawołał go.

- Nie! - zaszlochałam desperacko.

Ruszyłam za nim wzdłuż korytarza i w dół po schodach. Próbowałam go zatrzymać, ale był zbyt silny. Dotarł do pokoju dziennego, gdzie przebywał Justin a ja zdenerwowana zostałam kilka kroków w tyle. Słyszałam jak Jason tłumaczy Justinowi co się stało. Usłyszałam jęknięcie a później kroki i moje serce bijące w ich rytmie. 

Jego znajome rozgniewane oczy patrzyły w moje, dopóki nie złapał mnie brutalnie za rękę aby się jej przyjrzeć. Skrzywiłam się, instynktownie próbując ją wyrwać. Jednak Justin chwycił moją dłoń  tak mocno, że skomlałam z bólu. 

Chłopak pociągnął mnie do jednej z wielu łazienek znajdujących się w tym ogromnym domu. Złapał mnie za biodra i posadził na blacie obok umywalki. Wziął apteczkę pierwszej pomocy i zabrał się za czyszczenie mojej dłoni. Cały czas odwracałam wzrok, nie utrzymując kontaktu wzrokowego. Justin przerwał niezręczną ciszę. 

- Co ja kurwa mam z tobą zrobić? - spytał. 

- Hmm? - ponaglił mnie, kiedy nie odpowiadałam.

- Nie wiem - szepnęłam.

- Sprawiasz same problemy. Co do cholery w ogóle się stało? - warknął, po czym zaczął wyciągać maleńkie kawałki szkła pęsetą. 

- Ro-rozbiłam  żarówkę. Prze-przepraszam... - skomlałam z bólu.

Spojrzał na mnie.

- Zapłacisz za żarówkę.

- Jak? - wychrypiałam.

Nie mam żadnych pieniędzy. Jak on może oczekiwać ode mnie za płaty za to. 

- Jakoś, w jakiś sposób zapłacisz za to co zniszczyłaś. 

- To była tylko żarów...

Justin przerwał mi, warcząc.

- Żarówki nie są takie tanie, Lucky.

- A-ale nie jesteś bogaty? Nie powinno być ciężko zapłacić...

Znowu mi przerwał, nie pozwalając dokończyć zdania. 

- Nie o to chodzi Lucky! Rzecz w tym, że nie możesz tak po prostu niszczyć rzeczy w moim domu i uchodzić z tym na sucho. Zostaniesz za to ukarana. Musisz przestrzegać dyscypliny w tym domu. 

Poczułam jak łza wypływa z mojego oka, więc otarłam ją drugą ręką. Justin udawał, że tego nie zauważył. Zanim się zorientowałam moja ręka była cała zabandażowana i opatrzona. Tak myślę.

- Dzięki - wymamrotałam, kiedy odkładał apteczkę.  

Moja dłoń była owinięta bandażem jednak wciąż bolała. Szczypało od maści jaką Justin natarł ranę. Byłam wdzięczna, że mi pomógł, bo mogłam złapać infekcję, co doprowadziło by do amputacji ręki. Nie, dziękuję.

Nawet choć Justin był taki podły, wiem, że ma też łagodną stronę. Poniekąd. Pomógł mi, kiedy mógł po prostu powiedzieć abym sama to zrobiła. Ale pomógł. Bo wiem,  że sama bym tego nie zrobiła bez ataku paniki.

Justin wyszedł z łazienki bez słowa. Tak po prostu. Westchnęłam. Poszłam na górę i usiadłam na moim łóżku. Położyłam się. Prychnęłam. Zorientowałam się, że nie mam światła w pokoju odkąd zepsułam żarówkę. Nie było żadnej lampy na suficie. Tylko na stoliku obok łóżka, ale teraz nie działała. Dlaczego jestem taka głupia?

W rzeczywistości chciałbym, żeby szkło przebiło żyły w mojej ręce, tak abym mogła wykrwawić się na śmierć. Gdyby tylko... Na prawdę, jedynym wyjściem z tego paskudztwa mogłaby być śmierć. Przecież wiem, że oni nigdy mnie nie wypuszczą. Nie ufali mi, że nie powiadomię gliniarzy, gdy tylko mnie uwolnią. Nie są głupi. Oczywiście, pierwszą rzeczą jaką bym zrobiła, gdybym opuściła to miejsce, było by udanie się na policję.  Nie ma możliwości abym im wybaczyć. Chcę aby cierpieli tak bardzo jak ja teraz. 

Z tymi wszystkimi męczącymi myślami, postanowiłam zapaść w głęboką i konieczną mi drzemkę.

JUSTIN

Prychnąłem z irytacji, kiedy wróciłem na moją wygodną kanapę. Westchnąłem i rozluźniłem się, chwytając piwo w rękę. Napiłem się. Wpatrywałem się w telewizor. Patrzyłem, ale w prawdzie wcale nie zwracałem na niego uwagi. Myślałem o Lucky. Małej Lucky. Tak słodkiej i niewinnej. Jest zdecydowanie jak niesforne dziecko. Może nawet dwoje niesfornych dzieci. 

Ona nigdy nie trzyma się z daleka od kłopotów. Zawsze znajdzie sposób aby działać mi na nerwy.  Czasami zasługuje na to by oberwać w jeden z tych jej różowych policzków, ale na dziś już wystarczy. Właściwie stała się super silnym człowiekiem, niszcząc w jednej ręce żarówkę. Nie było mnie tam, ale Jason opowiedział mi wszystko co wcześniej usłyszał od Lucky. 

Przecież wiem, że usuwanie szkła z ciała jest bardzo bolesne, więc nie byłem dla niej tak ostry. Tsk tsk tsk. Ona jest jak wrzód na dupie, ale wiem, że zależy mi na niej. To tylko instynkt. Lucky zachowuje się jak dziecko przez większą część czasu, co sprawia, że troszczę się o nią bardziej.Czuję się zobowiązany opiekować się  nią, gdy coś ją zrani. Nawet jeśli to ja jestem powodem jej cierpienia. 

Szczerze, jestem zaskoczony, że jeszcze się nie zabiła. Nie mam żadnych wątpliwości, że zniszczenie tej żarówki było celowym sposobem skrzywdzenie się. Czułem się prawie... źle. Przez to, że czuła potrzebę żeby powodować fizyczny ból, aby poczuć się lepiej. 

Nienawidziłem tak się czuć. Cała ta troska i ckliwość. Mam nadzieję, że to minie szybko. Bardzo szybko. 


_____________________________

Co mogę powiedzieć? Jedynie tyle, że przepraszam za opóźnienie. Ale mam nadzieje, że zrozumiecie. Są wakacje i chcę więcej wolnego czasu spędzać ludźmi zamiast z laptopem. Ostatni jedenasty rozdział, z tego co wiem, przypada na mnie, także do napisania :)


KOMENTUJCIE ! :)

Ronnie



EDIT
Z listy informowanych usunięto:

@LuvMyDemss