środa, 27 sierpnia 2014

Chapter 10

Dzisiejsze tłumaczenie dedykuję Karolinie

Lucky.

Jęknęłam głośno kiedy poczułam, że ktoś szturcha mnie po twarzy. Odrzuciłam mocno czyjąś rękę i jeszcze bardziej wtuliłam się w koc. Kiedy szturchanie nie ustało, gniewnie otworzyłam oczy, tylko po to żeby zobaczyć Justina górującego nade mną i mierzącego moje zaspane ciało. Zmarszczyłam brwi.

- Co ty wyprawiasz? - jęknęłam.

- Chcę śniadanie, więc wstawaj.

Stęknęłam i z powrotem ułożyłam swoją głowę na poduszce. Niestety usłyszałam jego twardy głos kilka chwil później.

- Nie sądzę, że znowu chciałabyś być dla mnie nieposłuszna, Lucky. Podnieś swój tyłek i zacznij przyrządzać jakieś porządne śniadanie, zanim zaciągnę cię do kuchni siłą. - warknął Justin, przed tym jak opuścił pokój.

Mruknęłam, wywracając oczami i opuszczając cieplutkie łózko. Nie zamierzałam nawet doprowadzać się do ładu. Tylko trochę przeczesałam włosy. Zeszłam na dół, aby zobaczyć siedzącego tam już Justina na wyspie kuchennej, czekającego na swojego niewolnika (mnie), aby zrobił mu śniadanie.

Przewróciłam oczami po raz kolejny i zaczęłam wyjmować chleb, oraz jajka z lodówki. Umieściłam je na blacie i odwróciłam się zauważając, że Justin nie siedzi już na wysepce. Westchnęłam z ulgą. Teraz mogłam pracować w spokoju. Już miałam odwrócić się z powrotem, kiedy poczułam ramię pełzające po mojej talii oraz rękę, która owinęła moje usta. Moje oczy się rozszerzyły i natychmiast podjęłam walkę, wydając zduszone krzyki, przez rękę. Poczułam, że ktoś wciąga mnie do czegoś w stylu ciemniej szafy. Dopóki nie zapalił światła, nie widziałam nic prócz ciemności.

Z trudem zaczęłam łapać powietrze, kiedy ukazała mi się twarz Justina. Zdjął swoją dłoń z moich ust, ale nadal przytrzymywał mnie w talii.

- Justin, co do...

Jego ręka ponownie wylądowała na mojej buzi, uciszając mnie.

- Ciii - wyszeptał.

Przez kilka minut wpatrywał się głęboko w moje oczy i milczał. Ciągle utrzymywaliśmy ze sobą kontakt wzrokowy. Byłam zmieszana tym, że Justin trzymał mnie w tym dziwnym pomieszczeniu.

- Hej, dziewczynko - szepnął.

Wciąż i wciąż wpatrywałam się w jego oczy, przez co czułam się jak w jakimś transie. Co się dzieje? Nie mogłam nawet się kontrolować. Tak jakby mnie zahipnotyzował. Jego oczy były wspaniałe, dlatego nie mogłam chociażby odwrócić wzroku, a pod wpływem jego rąk czułam, że się rozpływam. W końcu zdjął dłoń z moich warg, więc pozwoliłam sobie zaczerpnąć trochę powietrza. Jego twarz zaczęła się przybliżać, a ja wpadałam w jeszcze głębszy trans.

Jego oczy sprawiały, że mógłby zrobić ze mną co tylko by zechciał. W pewnym momencie poczułam, jak jego miękkie usta łączą się z moimi. Wciąż bez żadnej samokontroli, pozwoliłam mu na to. Nie oddałam pocałunku, ponieważ nawet nie miałam pojęcia jak to się robi. Po prostu zaczęłam cicho pojękiwać, kiedy jego dłonie zaczęły się ślizgać wzdłuż mojego ciała. Tym samym, dałam mu możliwość wsunięcia języka pomiędzy moje wargi. Niespodziewanie poczułam, że wsunął rękę w moje spodnie i delikatnie zaczął mnie pocierać.

Szybko oderwałam się od jego ust i jęknęłam. Niestety nadal nie byłam w stanie się kontrolować i po prostu go odepchnąć, za co obwiniałam jego oczy. Pisnęłam, na co Justin się zaśmiał, uwielbiając to, w jaki sposób na mnie działał.

- Lubisz to? - zagruchał.

Zaczęłam oddychać coraz ciężej, a Justin wiedząc, że w tym domu oprócz nas mieszkają inne osoby, zakrył swoją dłonią moją buzię po raz kolejny. Nie mogłam już dłużej kontrolować swoich jęków, które teraz wychodziły stłumione spod jego ręki. To moje ciało tak na niego reagowało. Nie będąc w stanie dłużej znieść jego ruchów, doszłam dosłownie na jego dłoni. Justin uśmiechnął się szerzej.

Kiedy tylko doszłam do siebie i zdałam sobie sprawę co się dzieje, rozszerzyłam oczy i oderwałam się od jego hipnotyzujących tęczówek. Dyszałam.

Zdegustowana przełknęłam ślinę. Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłam mu się dotknąć. Nikt nigdy wcześniej nie dotykał mnie w taki sposób. Nawet ja sama. Pchnęłam Justina i wybiegłam ze schowka. Byłam oniemiała i nie miałam w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie mogłam kurwa uwierzyć, w to co się właśnie stało.



JUSTIN.

Nie mogłem uwierzyć, że dałem Lucky jej pierwszy orgazm. Była taka seksowna... Wiedziałem, że nie będzie w stanie mi się oprzeć. To był mój urok, zarezerwowany dla pań. Działa za każdym razem. A teraz tak po prostu pobiegła na górę, bez żadnego słowa. Wiem, że jej się podobało. I moment, w którym jej usta dotykały moich... Cholera.

Zaśmiałem się do siebie, nawet nie mając już ochoty na śniadanie. Opadłem swobodnie na kanapę. Zastanawiam się tylko, kiedy Lucky odda mi się w całości. To musi być niesamowite. Może mógłbym to teraz sprawdzić? A może powinienem dać jej się uspokoić po tym co się przed chwilą stało? Tak, prawdopodobnie tak.

Włączyłem telewizor, przerzucając kanały. Zatrzymałem na "Full House"*. Mój umysł powędrował z powrotem do Lucky. Zastanawiam się, co takiego może robić w tej chwili. Pewnie rumieni się jak palant. Tak łatwo jest ją czymś zażenować. Kochałem sposób w jaki na nią działam. Nie mogę się doczekać, kiedy pójdziemy na całość. Jest moją własnością, więc mogę ją wziąć kiedy tylko zechcę. Zaśmiałem się.

Wstałem po piwo i usiadłem, dalej oglądając show. Wyjąłem swojego iPhon'a i postanowiłem zadzwonić do Ryan'a. Odebrał po kilku sygnałach.

- Halo?

- Siema, stary! Przyjedź, trochę wyluzujesz. - powiedziałem biorąc łyk zimnego piwa.

- Gdzie jesteś? - zapytał.

- Mój dom. A gdzie myślisz, kurwa, że mógłbym być?

- Zaraz będę.

- Okej. I,  hej! Przywieź ze sobą laskę.

- W porządku, stary. - Ryan się roześmiał.

Zaśmiałem się, kiedy odłożył słuchawkę. Jeśli Lucky zgodzi się do nas dołączyć, będzie nas czwórka. Kto wie, może nawet będzie chciała więcej tego co dałem jej w schowku. Zaśmiałem się znowu, podnosząc piwo do ust. Teraz wszystko co muszę zrobić, to czekać na Ryan'a i jego dziewczynę.  Mam nadzieję, że Lucky zgodzi się zagrać. Zachichotałem. Jestem po prostu zbyt cholernie zabawny.

A może moglibyśmy zagrać w "prawdę czy wyzwanie". Musiałbym do tego zmusić Lucky. Albo może uda mi się ją trochę podpić. Albo spojrzę jej w oczy i zrobi co zechcę.

A może jednak siedem minut w niebie? Uśmiechnąłem się. Lepiej niech Ryan szybko się tu zjawi, bo nie mogę się już doczekać. Nadal oglądałem "Full House", podczas gdy piwo już dawno się skończyło. Westchnąłem.

Nie mogłem się doczekać spotkania naszej czwórki.




* Jest to serial, bodajże komediowy (Full House - Pełna chata).

____________________________________


W końcu, po tak długie przerwie, jest rozdział! Przepraszam, że tak zawaliłam i obiecywałam, że będzie rozdział, a go nie było. Sami wiecie. Wakacje, wyjazdy, przygotowania do szkoły, praca, dom, rodzina, przyjaciele no i jeszcze Krucze Szablony, gdzie kończę już niedługo staż. Wszystko się na siebie nałożyło. Do tego miałam problemy techniczne, ja pewnie niektórzy wiedzą.

A teraz najważniejszy komunikat. Autorka Bounda zawiesiła już jakiś czas temu bloga. Ronnie do niej pisała i jak się okazało, prawdopodobnie nie skończy tego opowiadania. Jest nam bardzo przykro z tego powodu, bo obie pokochałyśmy to tłumaczenie. W oryginale jest do jedenastego rozdziału. Przetłumaczy go współautorka bloga. Nic więcej w tej sprawie nie mogę zrobić.


KOMENTUJCIE, PROSZĘ WAS.


Nie będę się rozpisywać o tym jak ważne są komentarze. Każda bloggerka to wie i czytelniczki myślę, że też. Także do roboty, kochane! <3

Do następnego!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Chapter 9

LUCKY 

Płakałam. Bardzo dużo i bardzo długo. Łzy wypływały z moich oczu i po prostu nie potrafiłam ich powstrzymać. Zwinęłam się w kulkę na moim brzydkim łóżku. Nie wiem nawet czy mogę powiedzieć, że jest moje. Czy ja w ogóle cokolwiek posiadam? Jestem aż tak biedna?

Moje pragnienie wzrastało im więcej płakałam, aż moja ślina stała się gęsta. Szkoda, że nie jestem na tyle odważna by zejść na dół po coś do picia. Tchórz. Oto kim jestem. Jestem tchórzem. Ale jeśli zostałbyś porwany  i przetrzymywany wbrew swojej woli w miejscu, które Bóg opuścił, potrafiłbyś  być odważny?

Nie miałam już dość? Dość bólu i tortur?  Oni mnie nawet naznaczyli, na litość boską! 

Pozostawili na mojej skórze niezmywalną pamiątkę tego tragicznego wydarzenia. Myślenie o tym sprawiało, że chciało mi się płakać jeszcze bardziej. Och, co ja robię?

 Pociągnęłam nosem i rozejrzałam się po otoczeniu. Wszystko z jakiegoś powodu mi przeszkadzało. Przeszkadzało mi prześcieradło na łóżku. Przeszkadzały mi pęknięcia w suficie. Przeszkadzała mi klamka przy drzwiach. Przeszkadzała mi lampa stojąca obok. 

Warknęłam i sięgnęłam do niej. Wykręciłam żarówkę i ścisnęłam ja w dłoniach. Ścisnęłam żarówkę z taką złością i siłą, że pękła w moich dłoniach. Płakałam z bólu jaki zadały mi maleńkie odłamki szkła wbite w skórę. Skrzywiłam się, gdy dostrzegłam sączącą się z ran bordową ciecz. To sprawiło jedynie, że łzy zaczęły płynąć szybciej. 

Nie wiem dlaczego nie przestawałam, ale wciąż ściskałam w dłoniach rozbite szkło, sprawiając, że wbijało się głębiej w moją skórę. Znowu zawyłam. Szloch przedarł się przez moje usta i wtedy uświadomiłam sobie co zrobiłam. 

Wyciąganie tych kawałków szkła wydawało się być znacznie gorsze niż wyrywanie zębów. Jednak należało to zrobić zanim wda się infekcja. Przecież nie mogłam sama tego sobie zrobić. Byłam zbyt delikatna. Przecież za bardzo się boję aby poprosić o to Justina. Może Jason mógłby? Myślę, że właśnie tak ma na imię...

Niepewnie opuściłam swój pokój i przemierzyłam korytarz. Nie wiedziałam, który z pokoi należał do Jasona, więc otworzyłam każde drzwi jakie mijałam. Oczywiście, ostatnie okazały się tymi właściwymi. Wsunęłam głowę do środka, przełykając ślinę. 

- Cz-cześć? - wychrypiałam.

Na dźwięk mojego głosu Jason uniósł głowę znad telefonu i przyjrzał mi się.

- Co ty tu robisz? - spytał, podnosząc się.

- J-ja... Ja potrzebuję twojej pomocy - jąkałam się. 

Zmierzył mnie wzrokiem.

- Justin wie, że wyszłaś ze swojego pokoju? Nie zostałaś czasem ukarana?

- N-nie.

- To  w czym problem? 

Wyglądał na trochę zirytowanego. Gdyby tylko wiedział jak ja się czułam.  Uniosłam moje poranione ręce aby pokazać mu, że są pokaleczone. Spojrzał na nie, po czym zmarszczył brwi. 

- Co do cholery się stało? - spytał, przyglądając im się z bliska na co ja się skrzywiłam. 

- J-ja rozbiłam żarówkę.

Zachichotał. 

- Justin skopie ci tyłek. Wiesz o tym, prawda? 

Przełknęłam ślinę. Tak, wiedziałam o tym, ale dziękuję za przypomnienie!

- Proszę, czy mógłbyś mi po prostu pomóc i nic mu nie mówić?  - prosiłam  błagalnym wzrokiem. 

Potrząsnął głową. Zrobiło mi się słabo. 

- Nie mogę robić takich rzeczy za jego plecami. Justin! - zawołał go.

- Nie! - zaszlochałam desperacko.

Ruszyłam za nim wzdłuż korytarza i w dół po schodach. Próbowałam go zatrzymać, ale był zbyt silny. Dotarł do pokoju dziennego, gdzie przebywał Justin a ja zdenerwowana zostałam kilka kroków w tyle. Słyszałam jak Jason tłumaczy Justinowi co się stało. Usłyszałam jęknięcie a później kroki i moje serce bijące w ich rytmie. 

Jego znajome rozgniewane oczy patrzyły w moje, dopóki nie złapał mnie brutalnie za rękę aby się jej przyjrzeć. Skrzywiłam się, instynktownie próbując ją wyrwać. Jednak Justin chwycił moją dłoń  tak mocno, że skomlałam z bólu. 

Chłopak pociągnął mnie do jednej z wielu łazienek znajdujących się w tym ogromnym domu. Złapał mnie za biodra i posadził na blacie obok umywalki. Wziął apteczkę pierwszej pomocy i zabrał się za czyszczenie mojej dłoni. Cały czas odwracałam wzrok, nie utrzymując kontaktu wzrokowego. Justin przerwał niezręczną ciszę. 

- Co ja kurwa mam z tobą zrobić? - spytał. 

- Hmm? - ponaglił mnie, kiedy nie odpowiadałam.

- Nie wiem - szepnęłam.

- Sprawiasz same problemy. Co do cholery w ogóle się stało? - warknął, po czym zaczął wyciągać maleńkie kawałki szkła pęsetą. 

- Ro-rozbiłam  żarówkę. Prze-przepraszam... - skomlałam z bólu.

Spojrzał na mnie.

- Zapłacisz za żarówkę.

- Jak? - wychrypiałam.

Nie mam żadnych pieniędzy. Jak on może oczekiwać ode mnie za płaty za to. 

- Jakoś, w jakiś sposób zapłacisz za to co zniszczyłaś. 

- To była tylko żarów...

Justin przerwał mi, warcząc.

- Żarówki nie są takie tanie, Lucky.

- A-ale nie jesteś bogaty? Nie powinno być ciężko zapłacić...

Znowu mi przerwał, nie pozwalając dokończyć zdania. 

- Nie o to chodzi Lucky! Rzecz w tym, że nie możesz tak po prostu niszczyć rzeczy w moim domu i uchodzić z tym na sucho. Zostaniesz za to ukarana. Musisz przestrzegać dyscypliny w tym domu. 

Poczułam jak łza wypływa z mojego oka, więc otarłam ją drugą ręką. Justin udawał, że tego nie zauważył. Zanim się zorientowałam moja ręka była cała zabandażowana i opatrzona. Tak myślę.

- Dzięki - wymamrotałam, kiedy odkładał apteczkę.  

Moja dłoń była owinięta bandażem jednak wciąż bolała. Szczypało od maści jaką Justin natarł ranę. Byłam wdzięczna, że mi pomógł, bo mogłam złapać infekcję, co doprowadziło by do amputacji ręki. Nie, dziękuję.

Nawet choć Justin był taki podły, wiem, że ma też łagodną stronę. Poniekąd. Pomógł mi, kiedy mógł po prostu powiedzieć abym sama to zrobiła. Ale pomógł. Bo wiem,  że sama bym tego nie zrobiła bez ataku paniki.

Justin wyszedł z łazienki bez słowa. Tak po prostu. Westchnęłam. Poszłam na górę i usiadłam na moim łóżku. Położyłam się. Prychnęłam. Zorientowałam się, że nie mam światła w pokoju odkąd zepsułam żarówkę. Nie było żadnej lampy na suficie. Tylko na stoliku obok łóżka, ale teraz nie działała. Dlaczego jestem taka głupia?

W rzeczywistości chciałbym, żeby szkło przebiło żyły w mojej ręce, tak abym mogła wykrwawić się na śmierć. Gdyby tylko... Na prawdę, jedynym wyjściem z tego paskudztwa mogłaby być śmierć. Przecież wiem, że oni nigdy mnie nie wypuszczą. Nie ufali mi, że nie powiadomię gliniarzy, gdy tylko mnie uwolnią. Nie są głupi. Oczywiście, pierwszą rzeczą jaką bym zrobiła, gdybym opuściła to miejsce, było by udanie się na policję.  Nie ma możliwości abym im wybaczyć. Chcę aby cierpieli tak bardzo jak ja teraz. 

Z tymi wszystkimi męczącymi myślami, postanowiłam zapaść w głęboką i konieczną mi drzemkę.

JUSTIN

Prychnąłem z irytacji, kiedy wróciłem na moją wygodną kanapę. Westchnąłem i rozluźniłem się, chwytając piwo w rękę. Napiłem się. Wpatrywałem się w telewizor. Patrzyłem, ale w prawdzie wcale nie zwracałem na niego uwagi. Myślałem o Lucky. Małej Lucky. Tak słodkiej i niewinnej. Jest zdecydowanie jak niesforne dziecko. Może nawet dwoje niesfornych dzieci. 

Ona nigdy nie trzyma się z daleka od kłopotów. Zawsze znajdzie sposób aby działać mi na nerwy.  Czasami zasługuje na to by oberwać w jeden z tych jej różowych policzków, ale na dziś już wystarczy. Właściwie stała się super silnym człowiekiem, niszcząc w jednej ręce żarówkę. Nie było mnie tam, ale Jason opowiedział mi wszystko co wcześniej usłyszał od Lucky. 

Przecież wiem, że usuwanie szkła z ciała jest bardzo bolesne, więc nie byłem dla niej tak ostry. Tsk tsk tsk. Ona jest jak wrzód na dupie, ale wiem, że zależy mi na niej. To tylko instynkt. Lucky zachowuje się jak dziecko przez większą część czasu, co sprawia, że troszczę się o nią bardziej.Czuję się zobowiązany opiekować się  nią, gdy coś ją zrani. Nawet jeśli to ja jestem powodem jej cierpienia. 

Szczerze, jestem zaskoczony, że jeszcze się nie zabiła. Nie mam żadnych wątpliwości, że zniszczenie tej żarówki było celowym sposobem skrzywdzenie się. Czułem się prawie... źle. Przez to, że czuła potrzebę żeby powodować fizyczny ból, aby poczuć się lepiej. 

Nienawidziłem tak się czuć. Cała ta troska i ckliwość. Mam nadzieję, że to minie szybko. Bardzo szybko. 


_____________________________

Co mogę powiedzieć? Jedynie tyle, że przepraszam za opóźnienie. Ale mam nadzieje, że zrozumiecie. Są wakacje i chcę więcej wolnego czasu spędzać ludźmi zamiast z laptopem. Ostatni jedenasty rozdział, z tego co wiem, przypada na mnie, także do napisania :)


KOMENTUJCIE ! :)

Ronnie



EDIT
Z listy informowanych usunięto:

@LuvMyDemss



sobota, 14 czerwca 2014

Chapter 8

Justin.

Śmiałem się, kiedy oddalałem się od drzwi. Chciałem tylko napędzić Lucky stracha. Zamknęła się w mojej sypialni, ale jestem pewien, że w końcu wyjdzie, bo przecież musi coś jeść, czy skorzystać czasami z łazienki. Z resztą ma klaustrofobię. I nic nie może na to poradzić.

Przebiegłem dłonią po moich włosach, idąc korytarzem i schodząc na dół po schodach. Godziny mijały, kiedy oglądałem z chłopakami telewizję, a Lucky wciąż jeszcze nie wyszła ze swojego pokoju. Nie martwiłem się o to do czasu, kiedy wybiła godzina dziesiąta w nocy. Wtedy postanowiłem pójść sprawdzić na górę co się z nią dzieje.

Otworzyłem drzwi do sypialni, ale nigdzie nie widziałem Lucky. Zmarszczyłem brwi. Czy ona wciąż siedzi w szafie? Przekręciłem klamkę, ale drzwi wciąż były zablokowane. Zapukałem do nich.

- Lucky! - zawołałem. - Nadszedł czas, abyś w końcu stamtąd wyszła. Nie zamierzam cię skrzywdzić.

Prychnąłem, gdy nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.

- Lucky! - krzyknąłem odrobinę głośniej.

Pokręciłem głową, przebiegając ręką po włosach, chwyciłem wsuwkę, leżącą na podłodze i zacząłem sprawnie grzebać w zamku. Jeśli chodzi o to, jestem w tym mistrzem. Kiedy usłyszałem ciche kliknięcie, uśmiechnąłem się zwycięsko.

Odwróciłem pokrętło i spróbowałem otworzyć drzwi, ale niestety były zablokowane krzesłem. Prychnąłem gniewnie i pchnąłem drzwi z ogromną siłą, przez co krzesło niespodziewanie przeleciało przez pokój.*

Usłyszałem cichy skowyt. Lucky zwinęła się w kłębek w kącie, a jej bezbarwne łzy zaczęły spływać po policzkach.

- Co do kurwy, Lucky? - warknąłem.

- J-ja... - próbowała coś z siebie wydusić, ale zakrztusiła się.

- Co się stało?

- J-ja nie m-mogłam się stąd w-wydostać... - wyjąkała. - B-byłam z-zamknięta tu p-przez kilka godzin!

Przewróciłem oczami.

- To tylko i wyłącznie twoja wina. Po zablokowaniu ich od wewnątrz, nie można odblokować ich od środka. To bardzo stare drzwi, głupia.

- Nie jestem głupia. - zmarszczyła brwi dziecinnie. - Próbowałam walić w drzwi, a-ale ty nie przyszedłeś!

- Nie słyszałem. - powiedziałem po prostu.

Wyszedłem stamtąd i wróciłem na korytarz, aby zejść na dół. Usłyszałem jak jej malutkie stopy podążają za mną.

- Dlaczego jesteś taki podły? - krzyknęła.

Zatrzymałem się w połowie drogi i odwróciłem.

- Będziesz musiała bardziej się postarać, jeśli chcesz zranić moje uczucia, kochanie. - powiedziałem.

Odwracając się ponownie, szedłem na dół. Jednak kolejny raz usłyszałem za mną jej kroki, więc obróciłem się i pchnąłem ją na ścianę. Moje oczy rozszerzyły się w chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że to nie ona stoi przede mną. To był Jason.

- Stary, co do cholery?

Przeleciałem nerwowo dłonią po włosach.

- Jaki masz problem? - zapytał.

- Myślałem, że jesteś kimś innym, wyluzuj.

Przewrócił oczami, zanim znowu zaczął mówić.

- Słuchaj, człowieku, potrzebuję twojej pomocy. Austin i jego gang coś planują. Jak na razie Bruce ma na nich oko. - mówił Jason.

- Byłoby lepiej, gdybyś wiedział co oni planują. - mówiłem niemym tonem.

Jason prychnął. - Skąd ja to mam do cholery niby wiedzieć? Wszystko co Bruce mi powiedział to to, że widział jak odbierają wiele rodzaju broni i sprzętu.

- Jason, jeśli zdobędziesz więcej informacji, to wtedy do mnie wróć. Jak na razie nie martwię się tym za bardzo. - powiedziałem z sarkazmem w głosie.

Poklepałem go po ramieniu, zanim znowu ruszyłem.

- Nie mów później, że nie ostrzegałem! - zawołał.

Przewróciłem oczami. Kogo obchodzi to, że otrzymali nową broń i sprzęt? To całkiem normalna rzecz dla gangu. Kretyn.

Tej nocy, skończyłem z piwem na kanapie, oglądając telewizję. Nie dostrzegłem żadnego powodu, żeby Lucky nazwała mnie podłym. Z resztą, nie dbałem o to. Cieszyłem się, że w końcu mogłem odpocząć od tej dziewczyny.
Zawsze kurwa płacze i chce wrócić do domu. Głupia suka.

Po raz ostatni wziąłem łyk piwa, przed odstawieniem pustej butelki na stolik. Właśnie wtedy mój telefon zadzwonił. Spojrzałem na wyświetlacz. Bruce.
Przewróciłem oczami, zanim go odebrałem, wiedząc co zamierza mi powiedzieć.

- Halo?

- Justin. - powiedział Bruce.

- Co się dzieje?

- Chcę, żebyś coś dla mnie zrobił.

- Co? - Westchnąłem.

- Więc "The Rippers" robią wokół siebie jakiś zamęt i potrzebuję twojej pomocy.

- Bruce, nie mam na to czasu. Jason już...

- Justin, posłuchaj mnie. Austin wybiera się po twoją dziewczynę. - powiedział.

Obudziłem się trochę, kiedy o niej wspomniał.

- Co?! - splunąłem.

- Mam szpiega, który ich podgląda i podsłuchuje, więc... Lepiej żebyś miał na nią oko.

- Czekaj, czekaj. Skąd ty w ogóle wiesz o Lucky? - mówiłem ciszej, w razie gdyby postanowiła mnie podsłuchiwać. Nigdy nic nie wiadomo co jej przyjdzie do głowy.

- Stary, zachowujesz się jak Jason i chłopaki, nie mówiąc mi niczego. - odpowiedział.

- Ale skąd wiesz, że ten twój szpieg nie wciska ci kitu? Mógł kłamać po to, żeby nas zdenerwować. A zwłaszcza mnie. - powiedziałem.

- Justin, jestem całkiem pewien, że nie wciska nam żadnych bzdur, ponieważ to jest mój brat. - Bruce warknął.

Mógłbym powiedzieć, że powoli traci do mnie cierpliwość.

- Cokolwiek, człowieku. Informuj mnie. Zadzwoń jeśli tylko zdobędziesz nowe informacje. - powiedziałem jeszcze przed tym jak się rozłączyłem.

Otarłem dłonią moją twarz, wzdychając.

Obróciłem swoją głowę w drugą stronę, słysząc skowyt. Lucky stała tam ze smutnym i zmęczonym wyrazem twarzy.

- Lucky, jest prawie pierwsza nad ranem. Co ty tu jeszcze robisz? - zapytałem.

- Nie mogę spać. - jęknęła.

Westchnąłem. Miała na sobie jedną z moich koszul, która oczywiście była na nią o wiele za duża, bo sięgała niemal do kolan.

- Mogę usiąść z tobą? - zapytała nieśmiało.

Jęknąłem w myślach.

- Lucky...

- Proszę?

Przewróciłem oczami i skinąłem palcem wskazującym, aby się zbliżyła. Podeszła, po czym usiadła obok mnie.

- Jesteś tutaj coraz mniej skrępowana. Myślę, że zapominasz, że cię porwałem. - powiedziałem.

Spojrzała w dół.

- Cóż, jesteś dla mnie czasem miły...

- Jeszcze kilka godzin temu, uważałaś, że jestem dla ciebie podły. - odpowiedziałem.

- Byłam wściekła. - wymamrotała.

Owinęła swoje kościste ramiona wokół mojego brzucha, podczas gdy głowę ułożyła na mojej piersi.

- Lucky...

Jęknęła. Westchnąłem i pozwoliłem jej zostać w takiej pozycji. Pewnie czuje się samotna, gdyż była tu uwięziona cały dzień i potrzebuje kogoś, kto byłby przy niej. 


- Co robimy jutro? - wymamrotała.

Wzruszyłem ramionami.

- Justin, możemy po prostu wyjść na...

- Nie.

- Ale Justin...

- Nie.

Odsunęła się i spojrzała na mnie gniewnie. W rzeczywistości to było bardzo urocze.

- Dlaczego? - jęknęła jak dziecko.

Prychnąłem i przejechałem dłonią po włosach.

- Lucky, jesteś...

- Chcę po prostu gdzieś wyjść, albo coś porobić!

Wstała i spojrzała na mnie.

- Mam dość siedzenia w tym nudnym domu przez cały dzień! Wyssałeś ze mnie życie. - wyjaśniła. - Jesteś strasznie samolubny i denerwujący! Nie mogę uwierzyć, że mam tu zostać, kurwa.

Wstałem i teraz ja byłem tym, który patrzy z góry. Z wściekłości mogłem poczuć parę wydobywającą się z moich uszu. Patrzyła na mnie bezsilnie, bo wiedziała, że teraz ja przejmuję kontrolę.

- Cieszysz się, że wydusiłaś to z siebie? - warknąłem.

Złapałem jej twarz brutalnie moją ręką.

- Masz szczęście, że nie przerzuciłem cię natychmiast przez moje kolano.** - splunąłem.

Zauważyłem, że jej twarz robi się czerwona. Walczyła, próbując wyrwać podbródek z mojego uścisku, ale nie pozwoliłem jej odejść tak łatwo.

- Następnym razem, gdy ponownie będziesz zachowywać się w ten sposób, nie zawaham się. I jeśli kiedykolwiek choćby pomyślisz o używaniu wulgaryzmów, sprawię, że pożałujesz, że w ogóle się urodziłaś. Czy wyraziłem się jasno? - warknąłem, patrząc w jej przestraszone oczy. 

Kiedy nie odpowiedziała, wzmocniłem uścisk i podniosłem głos, tym razem mówiąc do niej jakby była głupia. 

- Czy. Wyraziłem. Się. Jasno? 

Ze zwiększoną siła, wyrwała swoją twarz z moich rąk i krzyknęła.

- Tak!

Spojrzała na mnie i pchnęła moją klatkę piersiową swoimi malutkimi dłońmi. Prawie się roześmiałem z jej nieudanej próby pchnięcia mnie, bo w rzeczywistości nie poruszyłem się nawet o centymetr. 

- Nienawidzę cię! - zaczęła płakać, a następnie w histerii pobiegła na górę. 

- Ja czuję to samo, kochanie. - mruknąłem do siebie. 

Ale ona nie miała pojęcia, że poczułem coś kompletnie przeciwnego. 



* Możliwe, że zbyt dosłownie to przetłumaczyłam.
** Chodzi o to, że ona ma szczęście, że jej nie uderzył. Mniej więcej. 

______________________________________

No i jest rozdział. W zasadzie to nie wiem dlaczego dodaję go tak wcześnie. Rozdział miał pojawić się najwcześniej w niedzielę, tak jak pisałam na asku. No ale coś mnie natchnęło i postanowiłam przetłumaczyć dla was ten rozdział. Co prawda, zajęło mi to prawie cały dzień, ale jestem w sumie szczęśliwa z tego powodu. 
Jednakże skutkiem tego, że poświęciłam czas, który przeznaczony miałam na inne tłumaczenie, jest to, że na Cabin Fever właśnie, dodam z opóźnieniem. Taka jakby zamiana miejsc. 
A tak poza tym to mam taką wenę, że postanowiłam zacząć pisać swoje opowiadanie(kiedyś już o tym wspominałam). Jak na razie piszę na komputerze, i jak będę miała kilka rozdziałów naprzód, to zacznę publikować tą historię. Będzie to coś z fantastyki. Oczywiście nie obędzie się bez Justina. Mam nadzieję, że kogoś to zaciekawi. 

Trochę się działo w tym rozdziale, prawda? Nasza głupiutka Lucky zamknęła się w szafie i nie potrafiła z niej wyjść. Na szczęście zjawił się rycerz ze wsuwką i ją uratował. Niestety jednak, jak zwykle między nimi musiało dojść do jakiegoś spięcia. Jak myślicie, jak będzie między nimi w kolejnym rozdziale? :)

Mam do was prośbę. Skomentujcie ten rozdział chociażby zwykłą kropką, jeśli nie wiecie co napisać. Chcę zobaczyć ile osób czyta to tłumaczenie. Pod ostatnim rozdziałem było o wiele mniej komentarzy niż pod jeszcze wcześniejszym. Zaniepokoiło mnie to trochę. Tak więc...

CZYTASZ? - SKOMENTUJ!

Niepokoi mnie również to, że autorka opowiadania, nie dodaje nic nowego od czterech miesięcy. Nie ma z nią teraz za bardzo kontaktu, bo rzadko kiedy odpowiada. Obawiam się najgorszego...

No nic. Jak na razie przed nami jeszcze kilka rozdziałów. Do następnego! <3


EDIT.

Usunięci z listy informowanych:

@onlydabrowska

@karolinas96

wtorek, 3 czerwca 2014

Chapter 7

Rzucałam się, gdy Justin położył się na mnie, patrząc w moje lodowato niebieskie oczy. Starałam się przełknąć gulę w gardle, jednocześnie czując łzy napływające mi do oczu. Justin przysunął swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej, tak że nasze nosy prawie się stykały. Wyszeptał nisko:  -Dobranoc kochanie.

Patrzyłam jak wstaje i opuszcza pokój. Mój oddech był  przyśpieszony, gdy próbowałam przeanalizować co właśnie się stało. On nie chce mnie zgwałcić?  Dlaczego miałby zastraszać mnie w ten sposób?

W środku modliłam się do Boga i cały czas Mu dziękowałam. Uregulowałam swój oddech i skryłam się pod kołdrą. Nie wiem jak, ale udało mi się zapaść w głęboki sen.

***

Gdy się obudziłam, pokój zalany był ciemnością. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na zegar stojący na biurku za mną.  Druga czterdzieści siedem nad ranem.

Westchnęłam. Poczułam ból w gardle podczas przełykania śliny. Może to oznaczać tylko jedno. Zaczynałam chorować. Za każdym razem, gdy budziłam się z bólem gardła, wiedziałam już, że złapało mnie przeziębienie. Miałam wrażenie, że wszystko dookoła się rozpada, ponieważ chorowanie było jedną z tych  rzeczy, których nienawidziłam najbardziej.

Opuściłam pokój na palcach i zeszłam po schodach. Wkradłam się do kuchni aby przygotować sobie coś do picia. Wzięłam szklankę i napełniłam ją zimną jak lód wodą aby złagodzić ból gardła. Gdy odwróciłam się żeby wrócić na górę, uderzyłam w coś twardego.  Upuściłam szklankę a ona rozbiła się o podłogę. Skrzywiłam się, słysząc ten hałas.

Podniosłam wzrok i dostrzegłam chłopaka. Przypominał Justina. Miał jedynie inną fryzurę. Wydaje mi się, że ma na imię Jason. Przełknęłam ślinę i cofnęłam się od niego.

- Co my tutaj mamy? -  odezwał się.

Uśmiechnął się, podchodząc do mnie. Chciał mnie chwycić, ale odskoczyłam i uciekłam. Usłyszałam jego chichot.

- Wyluzuj, tylko się z tobą droczę – stwierdził.

Zmarszczyłam brwi.

- Chyba, że chcesz się trochę zabawić. – głupkowato się uśmiechnął, podchodząc bliżej.
Potrzęsłam gwałtownie głową. Znów się zaśmiał. Zaczął mnie denerwować odkąd śmieszyło go wszystko co robiłam. Westchnęłam i ruszyłam z powrotem w stronę schodów.

- Hej, zaczekaj! – zawołał.

Zatrzymałam się i odwróciłam aby na niego spojrzeć.

- Nieważne – zawahał się.

Wywróciłam oczami i wróciłam na górę. Było ciemno i ledwo cokolwiek widziałam. Pokonywałam drogę po omacku szukając włącznika światła. Wtedy uderzyłam twarzą w coś twardego. Cofnęłam się z trudem łapiąc powietrze. Podniosłam wzrok i ujrzałam ciemną sylwetkę. Już chciałam krzyczeć, ale postać odezwała się.

- Ciii! To tylko ja.

Justin. Westchnęłam, poprawiając ręką włosy.

- Czy mógłbyś włączyć światło? – spytałam.
- Dlaczego? Nie lubisz ciemności? – dokuczał mi.

Poczułam jak jego ramiona oplatają moją talię. Zaczęłam go odpychać. Próbowałam z nim walczyć, ale on był tak silny. Po prostu się poddałam. Ściskał mnie w objęciach a jego usta błądziły po mojej szyi.

- Puść mnie! – piszczałam.
- Ciii…

Jego usta poruszały się niebezpiecznie blisko moich. Próbowałam odwrócić głowę w drugą stronę.

- Nie bądź taka – wyszeptał.

Wciąż się wierciłam. Sprawiał, że czułam to czego wcale nie chciałam czuć. Uśmiechnęłam się głupkowato, gdy kopnęłam go kolanem tam gdzie słońce nie dochodzi. Justin jęknął i natychmiast wypuścił mnie ze swojego uścisku. Schylił się aby złapać swoje obolałe krocze.

Wywróciłam oczami i odeszłam. W końcu znalazłam mój… Justina pokój. Wciąż słyszałam jego jęki z korytarza. Nie myślałam, że uderzę go tak mocno. Wtedy sobie coś uświadomiłam. Mam poważne kłopoty.

Jedna z jego zasad mówi, że nie mogę go ranić. A ja właśnie to zrobiłam. Oh, czeka mnie kara.

Spojrzałam na drzwi od pokoju. Zastawiłam je szafką aby Justin nie mógł wejść do środka. Uspokoiłam oddech i usiadłam na łóżku. Wtedy uświadomiłam sobie co się ze mną działo. Zostałam porwana. Byłam traktowana jak rzecz, jak własność. Nigdy nie wrócę do domu. Umrę.

W moich oczach pojawiły się łzy. Zamrugałam nie pozwalając im spłynąć po policzkach. Nie mogłam być słaba w tym momencie. Justin mógł wtargnąć do pokoju w każdej sekundzie. Nie mogłam pozwolić aby widział mnie tak kruchą. Będzie czuł satysfakcję zmuszając mnie do płaczu. Tak się nie stanie.

Naprawdę musiałam jakoś uciec. Nie miałam tylko pomysłu jak. Wstałam i zaczęłam grzebać w jego szafach i szufladach w poszukiwaniu jakiegoś telefonu. Niestety nigdzie nie było komórki, którą mogłabym zadzwonić po pomoc.
Przełknęłam ślinę słysząc głos Justina.

- Oh, Lucky.

Nie odzywałam się.

- Lepiej odmów swoje modlitwy, bo i tak oberwiesz – oznajmił groźnie.

Nerwowo chodziłam w kółko i postanowiłam schować się w szafce. Usłyszałam dźwięk naciskanej klamki. Trzęsłam się ze strachu. On zamierza tu jakoś wejść a ja oberwę. Zabije mnie. Zadrżałam słysząc jak Justin wściekle uderza w zamknięte drzwi.  Chciał złamać zamek.

Już nie żyję. Nagle zapanowała śmiertelna cisza. Żadnego naciskania klamki, uderzania w drzwi, żadnych głosów. Słyszałam tylko jak trzęsę się ze strachu. Poderwałam się na dźwięk szczęknięcia. Klamka. Złamał zamek.

Justin odblokował drzwi i popchnął je lekko odsuwając na bok szafkę. Znajdzie mnie. A to znaczy, że już nie żyję.  Żegnaj życie. Okropnie było cię poznać.

*************
Na początek wybaczcie za opóźnienie. Tak wyszło, że nie miałam jak wcześniej dodać. Więc nie wińcie o to LadyLorence. Następnym razem się poprawię. ;)

Przepraszam za błędy jeśli jakieś są.

Ciekawi co będzie dalej? Ja już nie mogę się doczekać!

A jeśli lubicie fantastykę to zapraszam tutaj ---> Life Guardian
(może LadyLorence wybaczy mi ten spam ;p) 

Ronnie


piątek, 16 maja 2014

Chapter 6

Zadrżałam w ramionach mężczyzny.
- Co się stało, kochanie ? Zapomniałaś języka w gębie ? – Zakpił.
Próbowałam wyślizgnąć się z jego uścisku, ale jeszcze bardziej zacisnął ramiona.

- Justin ! – Krzyknęłam, wybijając go z tropu. Poczułam, że drgnął.
Zauważyłam, że głowa Justina się obraca i po chwili patrzy prosto na mnie.  Jego oczy pociemniały, gdy wystrzelił z fotela i podszedł do nas szybko. Jeszcze raz próbowałam wydobyć się z uścisku napastnika.
Gdy już do nas dotarł, powiedział:
- Puść ją, Austin.
A więc nazywa się Austin.
Szczęka Justina się napięła, a jego oczy były już prawie czarne.
- O, cześć, Justin. Długo się nie widzieliśmy, co ? Powinniśmy to nadrobić.

Mogłabym powiedzieć, że ten facet był sarkastyczny.

- Nie jestem tu po to, aby wdawać się z tobą w jakieś konwersacje. Chcę tylko moją dziewczynę z powrotem.  – Oznajmił Justin.
Widziałam, że chłopak próbuje być cierpliwy, choć nie przychodzi mu to łatwo.
- Oh, ona jest twoja? Sorry, koleś. – Powiedział Austin, luzując uścisk.

To sprawiło, że wymknęłam się z jego ramion i stanęłam obok Justina. Mimo, że Justin nie jest dla mnie zbyt miły, to czułam się w tym momencie przy nim bezpieczna. Austin uśmiechnął się do mnie, a ja odwróciłam wzrok.

- Powinieneś mieć na nią oko. Ktoś mógłby  Ci ją ukraść. – Austin mrugnął do mnie.
Wzdrygnęłam się na myśl o tym, że znowu mogłabym zostać porwana. Justin spojrzał na niego.
- Po prostu stąd kurwa wyjdź, Austin, zanim skopię Ci tyłek.
- Chyba nie masz zbyt dobrego wpływu na swoją śliczną dziewczynkę, co ? Wygląda bardzo niewinnie słysząc twoje wulgarne słowa. – drażnił się Austin.
Poczułam jak ramiona Justina owijają się wokół mojej talii i przyciągają do siebie.
- Trzymaj się od nas z daleka, Dearing. – ostrzegł Justin.
- Lubię Cię słuchać, Bieber – naśmiewał się Austin, odchodząc.

Słyszałam jak Justin wydał z siebie dźwięk zirytowania, wracając z powrotem do grupy.

- Kto to był ? – zapytałam.
- Nikt. – stwierdził bez ogródek.
Zmarszczyłam brwi. – Powiedz mi.
- Nie.
- Mam prawo wiedzieć ! – protestowałam.
- Lucky, zostaw to teraz. – Justin powiedział przez zaciśnięte zęby.

Jego głos przepełniony był władczością. Przewróciłam oczami i prychnęłam, przepychając się z dala od niego. Złożyłam ręce na piersiach.

- Jezus, Lucky, przestań być suką ! – warknął.

Złapał mnie mocno i z powrotem pociągnął na kanapę. Znów z nim walczyłam, uderzając go w pierś wolną ręką. Następnie podszedł do ściany, i przygwoździł mnie do niej. Syknęłam z bólu.
- Co Ci mówiłem o biciu mnie? – Justin warknął.

Zignorowałam go. Justin przycisnął moje ramiona do ściany, zatrzymując mnie. Jeśli ktoś by na nas patrzył w tej chwili, z pewnością nie pomyślałby, że on mnie krzywdzi. Pomyślałby, że wyprawiamy jakieś erotyczne rzeczy.
- Puść mnie! - krzyknęłam. 
-Zamknij się, kurwa. Robisz sceny. - Justin syknął.
- Nie obchodzi mnie to! 
Wiłam się i zagroziłam - Będę krzyczeć, że mnie gwałcisz.
- Nie, nie będziesz. - odpowiedział, łapiąc oba moje nadgarstki w jedną rękę i zatykając drugą moje usta.

Krzyknęłam jeszcze raz, tylko po to, żeby mój głos został stłumiony przez jego dłoń. Podobnie jak wcześniej w samochodzie, ugryzłam go w rękę.Chłopak natychmiast mnie puścił i wytarł moją ślinę w swoje dżinsy.
-Dostaniesz za to. - warknął, patrząc na mnie.
Pociągnął mnie w stronę grupy i powiedział - Jedziemy.
Chłopcy zaczęli gwizdać. Justin się pożegnał i wyciągnął mnie szybko z budynku. Przez cały czas próbowałam się wydostać z jego uścisku, ale to tylko sprawiło, że był jeszcze bardziej zły. 
-Co z Ryanem i Jasonem ? - spytałam cicho.
- Złapią taksówkę.

Justin wsadził mnie do środka, po czym sam wsiadł i odjechał. Podczas całej jazdy samochodem panowała cisza. Wiedziałam, że gdy wrócimy do domu, pewnie zostanę ukarana. Ale nie żałuję moich czynów. Mam dość kontrolującego zachowania Justina. Nie jestem zabawką. 
Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć co takiego chłopak wyciąga z kieszeni. Podniósł w górę kolana, aby przytrzymać kierownicę i wyciągnął paczkę papierosów. Złapał jednego cygara i zapalił zapalniczką. Wystawił rękę przez okno, chowając z powrotem do kieszeni papierosy i zapalniczkę. Drugą rękę położył na kierownicy. 
Przewróciłam oczami, zniesmaczona, gdy dym papierosowy dostał się do mojego nosa. Zakaszlałam i zaczęłam powoli odsuwać szybę. Justin spojrzał na mnie, wcześniej mocno zaciągając się cygarem. 

-Kiedy wrócimy, idziesz prosto do łóżka, rozumiesz ? - powiedział Justin. 
Spojrzałam na niego. 
- Ale jest dopiero dziesiąta! - odpowiedziałam.
- Masz szczęście, że pozwalam Ci siedzieć tak długo.
Wyśmiałam go. Oparłam się plecami o drzwi samochodu. 
- Przestań traktować mnie jak dziecko !

Justin spojrzał na mnie, wyrzucając niedopałek przez okno, po czym zasunął szybę. Okno z mojej strony wciąż było otwarte, a wpadający przez nie wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony.

- Traktuję Cię jak dziecko, bo zachowujesz się jak dziecko. - powiedział.
Jęknęłam i sfrustrowana pociągnęłam się za włosy.
- Pozwól mi wrócić do domu !
Justin zaśmiał się, nawet mi nie odpowiadając.
- Nienawidzę Cię. - wymamrotałam.
- Co jest, kochanie?
- Powiedziałam, że Cię nienawidzę, ty dupku ! - krzyknęłam. 

Justin wjechał na podjazd domu i wybiegł z auta. Zadrżałam w fotelu kiedy Justin podszedł do mnie i otworzył drzwi. Krzyczałam, gdy ten wyciągnął mnie i przerzucił sobie przez ramię, jak jakąś bezwartościową lalkę. 

- Nigdy się nie nauczysz, co ? - zachichotał Justin.
Biłam pięściami jego plecy, kiedy wszedł do domu, a następnie zamknął drzwi nogą.
- Puść mnie! 
Zaczęłam wymachiwać nogami, ale to nie miało żadnego sensu. W końcu się poddałam i zawisnęłam na jego ramieniu. Justin prowadził mnie na górę, do swojego pokoju. Rzucił mnie na łóżko i podszedł do mnie powoli.
Przełknęłam ślinę i cofnęłam się, przestraszona. Jeśli miał zamiar mnie ukarać, proszę, niech to będzie wszystko, tylko nie to.
Dostał się na łóżko. po czym wczołgał na mnie.

Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że mogę stracić moją niewinność w takim momencie.

* * * * * * * * * *

Niespodzianka ! 
W ramach przeprosin, postanowiłam dodać rozdział wcześniej.

No i jest w końcu rozdział dodany przez mnie !
Tak wiem, nawaliłam. Przepraszam was, że tyle musieliście czekać na poprzedni rozdział. Spalił mi się komputer. Żeby jakoś się z wami skontaktować, musiałam jeździć po całym mieście do bibliotek, albo po prostu do mamy. 
Teraz mam już swojego laptopa, ale mam małe problemy z internetem. Mimo wszystko, wierzę, że jakoś dam radę. :)

Jestem bardzo wdzięczna Ronnie, za to, że przetłumaczyła rozdział piąty i od teraz będzie mi pomagać.

Spodziewaliście się tego w tym rozdziale ? Ciekawi co będzie w kolejnym ? :)

PRZECZYTAŁEŚ ? - SKOMENTUJ !

Zapraszam was również na Cabin Fever, gdzie zmieniłam szablon i wkrótce pojawi się drugi rozdział. :)

UWAGA ! 
Z listy informowanych zostały usunięte osoby takie jak:


@Piece__of_Cake
@kasia_kupidura_
@ilysm_jb_smg
@Gladis1IM
@drewixz
@ewa_szpak

Jeśli jesteś wśród tych osób, a chcesz dalej być informowany, skontaktuj się ze mną, lub po prostu napisz w komentarzu.

Na dziś to chyba wszystko. Dziękuję niektórym osobom, że pomimo moich opóźnień, wspierały mnie. Kocham was !
Do następnego. :)